O widzisz, myślę, że to bardzo dobry pomysł, robienia zdjęć takim ciekawym przyrodniczym zjawiskom i ich kolekcjonowanie, może publikacji na jakiejś platformie społecznościowe. Jeśli są u Was stosowne warunki, to może podejmiesz się wyzwania?Misiek pisze:Wstępny opis słowny pominę, ponieważ skończyły mi się już pomysły na kolejne wychwalanie talentu. A jeśli chodzi o sam reportaż, to faktycznie, niektóre ujęcia wyglądają niesamowicie. Szkoda tylko, że tak rzadko występują te specjalne warunki do tworzenia się takich cudów. U nas kiedyś, wiele lat temu, wielokrotnie bywały takie krajobrazy, i to nie w wybranych miejscach, a cały widoczny z okien domu las, a w zasadzie ściana lasu, był gruby od takiego szronu. Głównie sosna, więc tym bardziej grubo. Niestety nie zachowały się żadne zdjęcia tych uroków, bo dopiero od kilku, może nastu lat staram się uwieczniać te niezwykłe, najciekawsze i jednocześnie bardzo nietrwałe widoki. Ostatnio jak u mnie sypnęło śniegiem, to przez pierwsze dnie także wszystko było nim poobklejane, ale niestety przez wiatr i to, że ten śnieg niczego się nie trzymał, to po tych krajobrazach nie ma już nawet śladu. U mnie jest blisko do bieguna zimna, więc śniegu w tym roku nie brakuje, a u siebie masz biegun ciepła, więc po reportażu widzę, że śniegu masz jak na lekarstwo, ledwo ledwo poprószyło, ale przynajmniej miejscami utworzyły się te cuda.Grz_Bo pisze: ↑25 sty 2026, 18:52Mroźny poranek 24 stycznia 2026 roku na Raduni przywitał mnie gęstą, mleczną mgłą, która niemal całkowicie pochłonęła drzewa. Każda gałązka była misternie wyrzeźbiona przez grubą szadź, tworząc wokół mnie nierealny, lodowy krajobraz. Pod kołami roweru czyhał zdradliwy lód, ukryty pod cienką warstwą zmrożonego śniegu. Każdy podjazd wymagał precyzji, a każdy zjazd – stalowych nerwów i pełnego skupienia. Mimo surowych warunków, adrenalina buzowała. Ciszę lasu przerywał jedynie chrupot lodu i rytmiczny oddech. Kask migotał między ciemnymi pniami niczym jedyny ślad życia w tym srogim królestwie zimy. To nie była zwykła przejażdżka, lecz walka o przyczepność w świecie zastygłym w bieli. Po pokonaniu ostatniego oblodzonego odcinka czułem ogromną satysfakcję, której nie dałby mi żaden letni szlak. Radunia tego dnia była wyjątkowo wymagająca, ale jej surowe, styczniowe piękno warte było każdej minuty walki z chłodem.
https://youtube.com/shorts/6knSnZ3tzEg? ... k7Bbu0TiBS
_______________
Pozdrawiam
Grzegorz
_______________
Pozdrawiam
Grzegorz






