Donald Tusk i jego kierowca jeździli przez wiele dni po Polsce. Pewnej nocy, gdy jechali przez jakąś wieś, przed limuzynę wyskoczyła im świnia. Nie przeżyła tego spotkania. Tusk widząc co się stało, kazał kierowcy znaleźć jej właściciela i powiedzieć, że wszelkie straty zostaną zrekompensowane. Kierowca poszedł do pobliskiej wsi i wrócił dopiero po 6 godzinach z cygarem w zębach, butelką wina w ręce i w poszarpanym ubraniu.
- Mój Boże, co ci się stało ? Pobili cię ? ! - pyta Tusk.
- Eee, gdzie tam - odpowiada kierowca - znalazłem dom tego rolnika od świni, stanąłem przy drzwiach, zapukałem i powiedziałem co się wydarzyło. Rolnik rzucił mi się na szyję i dał mi swoje najlepsze wino, jego żona obiad, a ich 19 letnia córka, chwile szalonej niezapomnianej rozkoszy. Najlepsze jest to, że cała wieś nazywa mnie teraz bohaterem.
- Nie wierzę, dziwny jest ten naród - mówi Tusk - ale co ty właściwie im powiedziałeś ?
- Że jestem kierowcą Donalda Tuska i zabiłem świnię.
Kobieta czeka w recepcji przed pierwszą wizytą u nowego dentysty. Spogląda na jego dyplom wiszący na ścianie, odczytuje nazwisko i nagle uzmysławia sobie, że przystojny, wysoki chłopak o tym samym nazwisku, był w jej klasie. ale kiedy ujrzała dentystę, porzuciła swoje przypuszczenia. Był łysiejący, siwy, z wielkimi zmarszczkami na twarzy, pomyślała więc, że jest za stary, by być jej kolegą z klasy. Kiedy badał jej zęby, spytała, czy chodził do okolicznej szkoły średniej.
- Tak - odpowiedział.
- Kiedy pan skończył ?
- W 1978 roku.
- Rany ! - wykrzyknęła kobieta - byłeś w mojej klasie !
Lekarz przyjrzał się pacjentce bardziej dokładnie i spytał :
- A, czego pani uczyła ?
Przychodzi mąż z pracy w fabryce frytek do domu i mówi do żony :
- Wiesz, co, mam nieodpartą pokusę włożyć przyrodzenie w obieraczkę do ziemniaków ...
Na to żona :
- Zdurniałeś do reszty, stary capie ? A co jak ci się coś stanie ! Wybij sobie ten pomysł z głowy !
Ale męża to męczyło i męczyło, bardzo chciał to zrobić i wydawało mu się, że nic go nie przekona do tego, żeby nie poddać się tej zachciance. Poszedł zatem na drugi dzień do pracy i zrobił to co chciał : włożył przyrodzenie w obieraczkę do ziemniaków. Wraca do domu i mówi do żony :
- Wiesz, nie wytrzymałem, po prostu musiałem to zrobić.
Żona na to :
- Ty debilu, mogłeś sobie krzywdę zrobić ! Nic ci się nie stało ?
- Zwolnili mnie.
- A obieraczka ?
- Ją też zwolnili.
Przychodzi dziadek do banku, rozpina rozporek i kładzie się na ladzie, zszokowana urzędniczka pyta :
- Dziadku, co wy ? !
- Czy można u was wziąć kredyt pod nieruchomość ?
Dwie pary małżonków grają w karty, czternastoletni synek jednej z par, bezstresowo wychowany, bez przerwy im przeszkadza i nie daje grać w spokoju. Mężczyzna zaprzyjaźnionej pary nie wytrzymał i wziął młodego na bok, wrócił po chwili bez niego i wrócili do gry. Po godzinie ojciec chłopca nie wytrzymuje i pyta :
- Ty, stary, co ty mu zrobiłeś, że jest taki spokój i nie ma go tyle czasu ?
- A, nauczyłem go ko,ia walić ...
Przychodzi Kowalski do lekarza :
- Panie doktorze, co mam robić ? Tak głośno chrapię, że aż sam siebie budzę.
- Niech pan śpi w drugim pokoju.
Dzieci miały przynieść różne przedmioty związane z medycyną. Małgosia przyniosła strzykawkę, Tomek stetoskop, a Jaś aparat tlenowy :
- Jasiu, skąd ty wziąłeś aparat tlenowy ? - pyta zdziwiona pani.
- Od dziadka.
- A co na to dziadek ?
- kyyyyy ...
Panu Morawieckiemu podczas jazdy zepsuło się auto i musiał wysiąść w pewnej wiosce. Od razu zapytał jakie mieszkańcy mają problemy :
- W sumie to problemy mamy dwa.
- Jakie ?
- Pierwszy, to nie mamy lekarza.
- Chwila, zaraz to załatwię.
Wziął telefon i zadzwonił gdzie trzeba :
- Halo, tu premier, potrzebny lekarz i etat na jutro, OK, będzie na 100 %.
- Świetnie, to tą sprawę załatwiłem. A jaka jest druga sprawa ?
- Druga to taka, że u nas nie ma zasięgu ...
Po wygranych wyborach Donald zebrał swych popleczników i mówi :
- No, kryzys mamy, a więc musimy podwyżki zrobić.
- Ale gdzie ?
- No to jest problem, zróbmy tak : ja będę podawać litery alfabetu, a wy podacie po jednym słowie na tą literę i tam podwyższymy. to lecimy :
- A.
- Alkohol ! - zawołał pan Rostowski.
- B.
- Benzyna ! - Arłukowicz.
- C.
- Cukier ! - Sikorski.
- D.
- Drewno ! - powiedział Pawlak.
- E.
- Elektryczność ! - Schetyna.
- F.
- Fszystko ! - rzekł Komorowski.
Studenci w Warszawie też chcą mieć "Piwnicę Pod Baranami", ale nie wiedzą jak się pod sejm podkopać.
Trzeba uczciwie przyznać, że PIS z obietnic się wywiązuje : 500+ teraz dla każdego ! Wnioski wypełnia policja.
Egzaminy wstępne na kierunek nauk politycznych, profesor rozmawia z kandydatką :
- Co pani wiadomo na temat programu ekonomicznego dla Polski realizowanego przez ministra Hausnera ?
Dziewczyna milczy.
- No to co pani wie o polityce społecznej Leszka Millera ?
Dziewczyna milczy.
- A wie pani kto to jest Leszek Miller ?
Dziewczyna milczy, profesor myśli, że jest niemową.
- A skąd pani pochodzi ?
- Z Bieszczad, panie profesorze.
Profesor podszedł do okna, wygląda na ulicę, chwilę się zastanawia i mówi do siebie :
- Może by tak wszystko pier.olnąć i wyjechać w Bieszczady ?
Rozmowa dwóch znajomych :
- Fabian co twoja żona mówi, jak chce seksu ?
- Chce seksu.
- A jak tobie się chce ?
- Muszę dłużej zostać w pracy.
Dlaczego blondynka postawiła chrzan na telewizorze ? - Bo chciała poprawić ostrość obrazu.
Kapral pyta żołnierza :
- Na środku oceanu wypadają za burtę : ojciec dyrektor, prezydent i prezes. Kto będzie uratowany, żołnierzu ?
Odpowiedź :
- Polska ! Panie kapralu, Polska !
Siedzi sobie sroka na brzozie, a tu nagle do brzozy podchodzi krowa i zaczyna się wspinać. Sroka w szoku obserwuje jak krowa spokojnie sadowi się koło niej na gałęzi. Wreszcie pyta krowę :
- Krowa, co ty robisz ?
- Ano przyszłam sobie wisienek pojeść - mówi krowa.
- Ty, krowa, ale to jest brzoza, a nie wiśnia ...
- Spoko, wisienki mam w słoiczku ...
Wchodzi nawalony koleś do autobusu i siada niedaleko zakonnicy, zakonnica patrzy na niego z obrzydzeniem i stwierdza :
- Trafi pan do piekła !
A gościu na to :
- O mój Boże ! Pomyliłem autobusy !
Idzie myśliwy przez las, rozgląda się na boki w poszukiwaniu zwierzyny, nagle - jest ! Niedźwiedź ! Przyłożył szybko dwururkę do ramienia, przymierzył i BACH ! Kłęby dymu zasłoniły mu pole widzenia, więc rozgania je machając ręką, patrzy, misia ani śladu, podchodzi bliżej i czuje, że coś go delikatnie klepie w ramię. Odwraca się, a tu za nim stoi niedźwiedź i uśmiechając się mówi :
- Wiesz stary, u nas w lesie jest taki zwyczaj, że każdy kto do mnie strzeli i nie trafi robi mi laskę.
Wraca wkurzony myśliwy do domu, wydłubując futro z pomiędzy zębów, i myśli : "Ta zniewaga krwi wymaga, już ja cie załatwię !". Kilka dni później zasadził się gość w tym samym miejscu z pożyczonym od znajomego wielkokalibrowym sztucerem z lunetą, nagle na polanę wtoczył się leniwie niedźwiedź, ten sam. Myśliwy przymierzył bardzo starannie, odmierzył poprawkę na wiatr, wstrzymał oddech i BACH ! Zanim dym się rozwiał poczuł lekkie klepanie w ramię. Znowu niedźwiedź stoi za nim i mówi :
- Wiesz stary, u nas w lesie jest taki zwyczaj ...
Wraca myśliwy do domu wykasłując kłaki i myśli : "Dubeltówka nie dała rady, sztucer nie dał rady, trzeba w takim razie coś mocniejszego, bo przecież nie mogę tego tak zostawić !". Kilka dni później zasadził się w tym samym miejscu z kupionym na stadionie X lecia granatnikiem przeciwpancernym i czeka, czeka, jest ! Znowu ten sam niedźwiedź w tym samym miejscu. Przyłożył więc rurę do ramienia, przymierzył, wstrzymał oddech i JEBUT ! Kupa dymu, latające w powietrzu kawałki drzew i ziemi, odgłos eksplozji poniósł się echem po lesie. Echo ucichło, dym i kurz opadł, a na środku polany został dymiący krater. Podchodzi myśliwy ostrożnie, zagląda do dziury w ziemi i ... czuje delikatne klepnięcie w ramię ... Odskoczył jak oparzony nie wierząc własnym oczom, a tu nawet nie draśnięty niedźwiedź patrzy na niego ze zdziwieniem w oczach i mówi :
- Wiesz stary, tak się zastanawiam, czy ty aby na pewno przychodzisz tu na polowanie ?
Mama mówi do Jasia żeby od razu po szkole przyszedł do domu. Jaś idzie zadowolony do szkoły, jest lekcja religii, ksiądz pyta dzieci :
- Kto chce iść do Nieba ?
Wszyscy się zgłosili oprócz Jasia, ksiądz pyta Jasia :
- Dlaczego nie chcesz iść do Nieba ?
- Ponieważ mama zaraz po szkole kazała mi wrócić do domu.
W barze zatrudnili nowego barmana, który był Murzynem. Nagle wchodzi biały facet, siada i mówi :
- Jedno piwo, czarnuchu.
Poddenerwowany murzyn odpowiada :
- Słuchaj, koleś, a może tak zamienimy się miejscami i zobaczymy jak tobie się to spodoba, co ?
Klient się zgodził, staje za ladą, a Afroamerykanin do niego :
- Jedno piwo, białasie.
Nowy barman odpowiada :
- Przykro mi, ale czarnuchów nie obsługujemy.
Wraca żołnierz z wojska, zachodzi do domu, a tam na łóżku pod ścianą trójka dzieci, jedno mniejsze od drugiego.
- Czyje to dzieci ? - pyta żony.
- Wszystkie nasze, pamiętasz, jak cię brali do wojska ? Ja wtedy brzemienna byłam i tak się Andrzejek urodził, a potem pamiętasz, jak cię w jednostce odwiedziłam ? Tak i Jasio przyszedł na świat.
- A trzeci ? ! - pyta zdenerwowany mąż.
- A coś ty się tego trzeciego tak uczepił ? Siedzi sobie, to niech siedzi.
