Cała nasza trójka świetnie się bawiła, ale zrobiło się już zimno i ku mojemu zdziwieniu dzieci chętnie wracały do auta. Tam zaczyna się przygoda. Chwytam za klamkę, a tu nic się nie dzieje, patrzę w kieszeni kluczyk jest, z guzika też nic, martwy. No to przypominam sobie o otwieraniu awaryjnym, ale co mi po tym jak w aucie tak samo zimno jak na zewnątrz. W okolicy brak sklepów, stacji, domów. Jesteśmy prawie w polu. Telefon do żony i udało się tylko powiedzieć gdzie jest drugi klucz, gdzie jestemy my i w telefonie z 45% baterii zrobiło sie zero i padł. Spacerowanie z dziecmi pomogło jakoś wytrzymać i oczom naszym ukazało się czerwone Mii
W drodze powrotnej szukam rozwiązania na przyszłość, jak tego uniknąć. Wymieniać baterię raz w roku, mieć w aucie dwie na podmiane....macie jakieś pomysły?
Wysłane z mojego HUAWEI VNS-L21 przy użyciu Tapatalka




