Raczej odwrotnie! Gorące, to bardziej rozrzedzone. Im wyższa temperatura, tym mniej cząstek gazu w danej objętości, a więc tlenu w mieszance paliwowo-powietrznej. Ale to istotne co najwyżej w silnikach wolnossących. W silnikach turbodoładowanych problemem jest sprężanie ładunku oraz kontakt powietrza z gorącymi elementami turbosprężarki a nie temperatura otoczenia. Po sprężeniu ładunku, za turbiną mamy od 50 do 170 stopni C. Po to są właśnie intercooler-y. W obecnie produkowanych silnikach koncernu (TSI, TDI) stosowane są wysoko sprawne, wodne(cieczowe) intercooler-y, które jednak nadal pozostają w niewielkiej relacji z temperaturą otoczenia. Jazda w temp. +20 czy +35 nie ma większego znaczenia dla silnika. Dla człowieka to b.duża różnica, dla silnika nie. Porównanie zaczyna mieć znaczenie, jeżeli mówimy o jeździe w zimie w temp.-30 i w upale +30(różnica 60 stopni). W sporcie idzie się dalej, na żeberka intercoolera natryskuje się z zewnątrz wodę, albo jeszcze lepiej, alkohol.
...Spieszmy się kochać diesel'e, tak szybko odchodzą...