Na silniku leży coś. Po chwili pojąłem, że to mata wygłuszająca pokrywę silnika (fotka - z sieci, z białego auta), na codzień precyzyjnie wkomponowana w pokrywę, więc nawet ciężko zdać sobie w ciemnym aucie sprawę, że to tam jest.

Niestety, w kolejnym już aucie zaczyna się przygoda z kunami osiedlowymi. Wygłuszenie wyrwane od maski, w jednym miejscu pogryzione i wybebeszone (fotka). No nic, najwyraźniej próbowały sobie umościć bezpośrednio pod maską.

Po dokładniejszej inspekcji okazało się, że ta guma, która leży na silniku, też lekko popodgryzana w paru miejscach (fotka).

Odpukać, nie namierzyłem żadnego przegryzionego kabla, chociaż jakiś taki nieporządek większy panował wokół silnika. Mam nadzieję, że nie ujawni się jakiś wyciek albo brak łączności...
Miałem ambicję regularnie pryskać środkami, ale ewidentnie zaniedbałem. Dosłownie 2 tygodnie temu chciałem spryskać i okazało się, że środek na kuny nie trzyma zbyt długo przydatności do użycia i raptem po 2 latach przestał mieć swój zwyczajny zapach. Włożyłem więc tylko nowe krążki antykunowe, ale wszystko wskazuje na to, że to kompletnie nic nie daje.
Jak żyć?



