
Humor
Regulamin forum
Tutaj można dyskutować na dowolny temat.
Prosimy jednak zachować kulturę i nie obrażać innych użytkowników.
Tutaj można dyskutować na dowolny temat.
Prosimy jednak zachować kulturę i nie obrażać innych użytkowników.
-
Misiek
- Posty: 3857
- Rejestracja: 20 sie 2020, 21:30
- Lokalizacja: Białystok
- Samochód: Ateca 1.5 DSG Xperience + Ford Galaxy
- Podziękował: 1143 razy
- Otrzymał podziękowań: 2505 razy
Re: Humor
Chłopak zagaduje na przystanku dziewczynę :
- Hej, dziewczyno, jesteś mężatką ?
- Nie.
- A dlaczego ?
- A, sama nie wiem, testują, bardzo chwalą, ale nie biorą ...
Koń w pełnym galopie ucieka przed stadem wygłodniałych wilków, co chwilę ogląda się za siebie i widzi, że wilki są coraz bliżej. W pewnym momencie zdaje sobie sprawę, że nie zdoła im uciec i jedynym ratunkiem będzie ucieczka na drzewo, w ostatniej chwili udaje mu się wdrapać, zdyszany siedzi na gałęzi, a tu ku jemu zdziwieniu obok siedzi krowa, więc pyta :
- Co ty tutaj robisz ?
- A, wisienki sobie jem.
- Jak to, przecież to jest grusza ?
- No wiem, ale ja sobie ze sobą z domu w słoiczku przyniosłam.
Przychodzi matematyk do dziwki i mówi : ciąg Fibonacciego.
W drodze na ślub niedoszła para młoda zginęła w wypadku samochodowym, trafiła do Nieba i pytają Świętego Piotra, czy mogą wziąć ślub tutaj, w Niebie :
- Nie wiem, to jest pierwszy raz, kiedy ktoś o to mnie zapytał, poczekajcie dowiem się.
Święty Piotr odchodzi, para usiadła i czeka, czeka. Minęły dwa miesiące, a Świętego Piotra dalej nie ma. Czekając zaczęli się zastanawiać, a co by było, gdyby im nie wyszło, czy można wziąć rozwód w niebie ? Po ponad miesiącu pojawił się Święty Piotr :
- Tak, informuję, że można wziąć ślub w Niebie.
- Wspaniale - odpowiedziała para - ale jak cię nie było zastanawialiśmy się, co będzie jak nam nie wyjdzie, czy można w razie czego uzyskać w Niebie rozwód ?
- Zwariowaliście, 3 miesiące zajęło mi znalezienia tutaj księdza, czy wy macie pojęcie ile lat zajmie mi znalezienie tutaj prawnika ?
Jak długo może stać pasztet ? - Całą dyskotekę.
Grunwald, 15 lipca 1410 roku, wstaje świt, w lesie budzi się polski obóz, poranny posiłek, modlitwa, Jagiełło staje przed namiotem, powiadomiony o przybyciu posłów krzyżackich :
- Panie, Wielki Mistrz, Ulrich von Jungingen, proponuje, aby zamiast toczyć tu krwawą bitwę i stracić kwiat rycerstwa, wyznaczyć jednego z każdej ze stron. Niech oni stoczą pojedynek, a który z nich zwycięży, tego strona uznana zostanie za zwycięską w całej bitwie.
Po chwili namysłu Jagiełło zgodził się, posłowie odjechali, a Jagiełło podąża do namiotów rycerzy :
- Słuchaj, Zawisza, zamiast bitwy będzie pojedynek - pójdziesz walczyć o wygrana bitwę.
- No wiesz, Władek, pojutrze tak, no możne jutro, ale dziś nie dam rady. Rozumiesz, imprezka była, daliśmy czadu no i ... po prostu nie dam rady ...
Król udał się wiec do kolejnego rycerza :
- Powala, pójdziesz walczyć w pojedynku o wygrana bitwę ?
- Sorki, Władek, wczoraj była imprezka u Zawiszy, daliśmy czadu no i wiesz ... pojutrze spoko, dziś nie dam po prostu rady ...
Udał się wiec Jagiełło do kolejnego namiotu :
- Zbyszko, pójdziesz walczyć o wygrana bitwę ?
- Królu zloty, nie dam rady, imprezka była ...
- Tak, tak, wiem, u Zawiszy, a kto jeszcze tam był ?
- No ... chyba wszyscy ...
- Zwołaj wojska, niech się ustawią w szeregu pod lasem.
Stanęło więc polskie wojsko pod lasem, naprzeciw król :
- Słuchajcie, będzie pojedynek o wygrana bitwę, czy ktoś z was jest w stanie do niego stanąć ?
Siedzą rycerze w kulbakach, każdy łypie na drugiego, głowy pospuszczali, nikt nie chce, nagle słychać :
- Ja ! Ja ! Ja chce ! ! ! Ja pójdę ! ! ! - rozglądają się i widzą - stary dziad z brodą do pasa, ubrany w jakiś taki jutowy worek, lachmany.
- Rany Boskie, nie ma nikogo innego ? !
No i nikogo innego chętnego nie było, dali wiec dziadkowi długi dwuręczny miecz, idzie dziadek przez pole, miecza nie da rady dźwignąć, wiec ciągnie go za sobą. Patrzą Polacy, a z przeciwnej strony wyjeżdża na koniu, wielkim jak stodoła, zakuty cały w lśniącą zbroję, wielki jak dąb, rycerz. Jagiełło chwyta się za głowę i jęczy, a Polacy wrzeszczą :
- DZIAAAADDDEEEK ! ! ! W NOOOGGGGGIII ! ! ! W NNNOOOGGGGIIIIIIIIII I ! !
Rycerz niemiecki jednak już ruszył, już dopadł dziadka, który w ogóle nie zamierzał uciekać, podniósł się tuman kurzu, nic nie widać, tylko jakieś takie jęki słychać, po chwili wiatr oczyścił pole z pyłu, patrzą Polacy, a tam koń bez nóg, krzyżak bez nóg, a dziadek stoi i trzęsącą się ręką trzyma miecz na gardle Niemca i mówi :
- Masz szczęście chu.u, że wrzeszczeli "w nogi", bo bym ci łeb upier.olilł ! ! !
Andrzej miał grubego i starego jamnika, pewnego dnia ten jamnik przychodzi do niego i mówi :
- Słuchaj, Andrzej, weź mnie wystaw na wyścigi chartów.
Andrzej zdziwiony patrzy na jamnika :
- No, stary, weź mnie wystaw, wygram.
Gościu myśli : kurde, zwariowałem, jamnik do mnie gada ...
- No weź mi zaufaj, mówię ci, wygram na bank, no uwierz we mnie.
W końcu po wielu przemyśleniach Andrzej doszedł do wniosku, że skoro jamnik do niego gada, to musi być wyjątkowy, wiec postawił na niego wszystkie oszczędności i dom w hipotekę.
Przyszedł dzień wyścigu, charty popędziły do przodu, zostawiając skundlonego jamnika w tyle. Kiedy charty dobiegły do mety, jamnik po przeczłapaniu kilku metrów rozpłaszczył się zasapany na ziemi. Facet wku.wiony na maksa podbiega do swojego jamnika i pyta :
- Jamnik ! Co się do cholery stało ? ? ? !
- Nie wiem, Andrzej ... na prawdę nie wiem ... a tak się starałem ...
Blondynka rozpoczęła pracę jako szkolny psycholog, zaraz pierwszego dnia na boisku zauważyła chłopca, który nie biegał razem z innymi chłopcami, tylko stal samotnie, podeszła do niego i pyta :
- Dobrze się czujesz ?
- Dobrze.
- To dlaczego nie biegasz razem z innymi chłopcami ?
- Bo jestem bramkarzem.
U lekarza :
- Panie doktorze, czy są już moje wyniki analiz ? Umieram z ciekawości.
- No, nie do końca z ciekawości ...
Blondynka przychodzi do spowiedzi i mówi :
- Proszę księdza, mój chłopak jest skur.ysynem.
- Dlaczego ? - pyta zdziwiony ksiądz.
- Bo trzymał mnie za rękę. - odpowiada blondynka.
- O tak ? - ksiądz łapie ją za rękę i pyta.
- Tak ?
- Ale to nie znaczy, że jest skur.ysynem.
- Ale proszę księdza, on mnie całował - blondynka kontynuuje.
- O tak ? - ksiądz całuje blondynkę i pyta.
- Tak ?
- Ale to nie znaczy, że jest skur.ysynem.
Blondynka nie daje za wygraną i mówi :
- Proszę księdza, on dotykał moich piersi.
Ksiądz łapie blondynkę za piersi i pyta :
- O tak ?
- Tak.
- Ale to nie znaczy, że jest skur.ysynem.
Blondynka dalej próbuje udowodnić plebanowi swoją rację :
- Ale proszę księdza, on wkładał swojego penisa we mnie.
Ksiądz wkłada swoje prącie w kobietę i pyta :
- O tak ?
- Tak, och tak !
- Ale to nie czyni go skur.ysynem.
- Proszę księdza, ale on zaraził mnie HIV'em.
- A to skur.ysyn !
Rozmowa dwóch kumpli :
- A ty co kupiłeś żonie na urodziny ?
- Perły.
- O, to się pewnie wykosztowałeś.
- No, cztery, skubana, wypiła ...
Mąż skarży się doktorowi, że jego żona głuchnie :
- Aby panu pomóc, muszę wiedzieć o zaawansowaniu choroby. Niech pan to sprawdzi w następujący sposób : niech pan zada żonie pytanie z 10 metrów, jak nie usłyszy to z 8, później z 7 i tak dalej - doradza lekarz.
Mąż podziękował i wrócił do domu, wieczorem, gdy żona przygotowywała kolację w kuchni, a mąż w pokoju obok oglądał telewizję, uznał, że od niego do żony jest akurat 10 metrów, więc zadaje pytanie.
- Kochanie, co dziś mamy na kolację ?
CISZA, mąż zmniejszył dystans do 8,6 metrów itd. jednak za każdym razem odpowiadała cisza, w końcu staje obok żony i znów zadaje pytanie :
- Kochanie, co dziś mamy na kolację ?
Na to zdenerwowana żona :
- Kur.a, pięć razy ci już powtarzałam, że kurczak ...
Sąsiadom Jasia urodziło się dziecko, niestety, urodziło się bez uszek. Kiedy sąsiadka z dzieckiem wróciła ze szpitala do domu, rodzice Jasia zostali zaproszeni, żeby zobaczyć dziecko, przed wyjściem z domu tata bierze Jasia na bok i mówi :
- Mały Franek urodził się bez uszek, jak coś wspomnisz na ten temat, albo użyjesz nawet słowa uszy, to po powrocie do domu dostaniesz takie lanie, jakie długo popamiętasz !
Mały Jasio kiwnął głową i poszli, kiedy Jasio zobaczył Franka krzyknął :
- Ojej, jakie piękne dziecko !
- Dziękuję ci, Jasiu - powiedziała sąsiadka - a dlaczego tak ci się podoba ?
- No bo ma takie piękne raczki, i nóżki, i nosek, i piękne duże oczy - mówi Jasio, dodając :
- A czy wszystko w porządku z jego wzrokiem ?
- Och tak - odpowiada dumna sąsiadka - pan doktor powiedział, że ma świetny wzrok, 10/10.
- A, to dobrze - odpowiada mały Jasio - bo miałby przeje.ane, gdyby musiał nosić okulary ...
- Hej, dziewczyno, jesteś mężatką ?
- Nie.
- A dlaczego ?
- A, sama nie wiem, testują, bardzo chwalą, ale nie biorą ...
Koń w pełnym galopie ucieka przed stadem wygłodniałych wilków, co chwilę ogląda się za siebie i widzi, że wilki są coraz bliżej. W pewnym momencie zdaje sobie sprawę, że nie zdoła im uciec i jedynym ratunkiem będzie ucieczka na drzewo, w ostatniej chwili udaje mu się wdrapać, zdyszany siedzi na gałęzi, a tu ku jemu zdziwieniu obok siedzi krowa, więc pyta :
- Co ty tutaj robisz ?
- A, wisienki sobie jem.
- Jak to, przecież to jest grusza ?
- No wiem, ale ja sobie ze sobą z domu w słoiczku przyniosłam.
Przychodzi matematyk do dziwki i mówi : ciąg Fibonacciego.
W drodze na ślub niedoszła para młoda zginęła w wypadku samochodowym, trafiła do Nieba i pytają Świętego Piotra, czy mogą wziąć ślub tutaj, w Niebie :
- Nie wiem, to jest pierwszy raz, kiedy ktoś o to mnie zapytał, poczekajcie dowiem się.
Święty Piotr odchodzi, para usiadła i czeka, czeka. Minęły dwa miesiące, a Świętego Piotra dalej nie ma. Czekając zaczęli się zastanawiać, a co by było, gdyby im nie wyszło, czy można wziąć rozwód w niebie ? Po ponad miesiącu pojawił się Święty Piotr :
- Tak, informuję, że można wziąć ślub w Niebie.
- Wspaniale - odpowiedziała para - ale jak cię nie było zastanawialiśmy się, co będzie jak nam nie wyjdzie, czy można w razie czego uzyskać w Niebie rozwód ?
- Zwariowaliście, 3 miesiące zajęło mi znalezienia tutaj księdza, czy wy macie pojęcie ile lat zajmie mi znalezienie tutaj prawnika ?
Jak długo może stać pasztet ? - Całą dyskotekę.
Grunwald, 15 lipca 1410 roku, wstaje świt, w lesie budzi się polski obóz, poranny posiłek, modlitwa, Jagiełło staje przed namiotem, powiadomiony o przybyciu posłów krzyżackich :
- Panie, Wielki Mistrz, Ulrich von Jungingen, proponuje, aby zamiast toczyć tu krwawą bitwę i stracić kwiat rycerstwa, wyznaczyć jednego z każdej ze stron. Niech oni stoczą pojedynek, a który z nich zwycięży, tego strona uznana zostanie za zwycięską w całej bitwie.
Po chwili namysłu Jagiełło zgodził się, posłowie odjechali, a Jagiełło podąża do namiotów rycerzy :
- Słuchaj, Zawisza, zamiast bitwy będzie pojedynek - pójdziesz walczyć o wygrana bitwę.
- No wiesz, Władek, pojutrze tak, no możne jutro, ale dziś nie dam rady. Rozumiesz, imprezka była, daliśmy czadu no i ... po prostu nie dam rady ...
Król udał się wiec do kolejnego rycerza :
- Powala, pójdziesz walczyć w pojedynku o wygrana bitwę ?
- Sorki, Władek, wczoraj była imprezka u Zawiszy, daliśmy czadu no i wiesz ... pojutrze spoko, dziś nie dam po prostu rady ...
Udał się wiec Jagiełło do kolejnego namiotu :
- Zbyszko, pójdziesz walczyć o wygrana bitwę ?
- Królu zloty, nie dam rady, imprezka była ...
- Tak, tak, wiem, u Zawiszy, a kto jeszcze tam był ?
- No ... chyba wszyscy ...
- Zwołaj wojska, niech się ustawią w szeregu pod lasem.
Stanęło więc polskie wojsko pod lasem, naprzeciw król :
- Słuchajcie, będzie pojedynek o wygrana bitwę, czy ktoś z was jest w stanie do niego stanąć ?
Siedzą rycerze w kulbakach, każdy łypie na drugiego, głowy pospuszczali, nikt nie chce, nagle słychać :
- Ja ! Ja ! Ja chce ! ! ! Ja pójdę ! ! ! - rozglądają się i widzą - stary dziad z brodą do pasa, ubrany w jakiś taki jutowy worek, lachmany.
- Rany Boskie, nie ma nikogo innego ? !
No i nikogo innego chętnego nie było, dali wiec dziadkowi długi dwuręczny miecz, idzie dziadek przez pole, miecza nie da rady dźwignąć, wiec ciągnie go za sobą. Patrzą Polacy, a z przeciwnej strony wyjeżdża na koniu, wielkim jak stodoła, zakuty cały w lśniącą zbroję, wielki jak dąb, rycerz. Jagiełło chwyta się za głowę i jęczy, a Polacy wrzeszczą :
- DZIAAAADDDEEEK ! ! ! W NOOOGGGGGIII ! ! ! W NNNOOOGGGGIIIIIIIIII I ! !
Rycerz niemiecki jednak już ruszył, już dopadł dziadka, który w ogóle nie zamierzał uciekać, podniósł się tuman kurzu, nic nie widać, tylko jakieś takie jęki słychać, po chwili wiatr oczyścił pole z pyłu, patrzą Polacy, a tam koń bez nóg, krzyżak bez nóg, a dziadek stoi i trzęsącą się ręką trzyma miecz na gardle Niemca i mówi :
- Masz szczęście chu.u, że wrzeszczeli "w nogi", bo bym ci łeb upier.olilł ! ! !
Andrzej miał grubego i starego jamnika, pewnego dnia ten jamnik przychodzi do niego i mówi :
- Słuchaj, Andrzej, weź mnie wystaw na wyścigi chartów.
Andrzej zdziwiony patrzy na jamnika :
- No, stary, weź mnie wystaw, wygram.
Gościu myśli : kurde, zwariowałem, jamnik do mnie gada ...
- No weź mi zaufaj, mówię ci, wygram na bank, no uwierz we mnie.
W końcu po wielu przemyśleniach Andrzej doszedł do wniosku, że skoro jamnik do niego gada, to musi być wyjątkowy, wiec postawił na niego wszystkie oszczędności i dom w hipotekę.
Przyszedł dzień wyścigu, charty popędziły do przodu, zostawiając skundlonego jamnika w tyle. Kiedy charty dobiegły do mety, jamnik po przeczłapaniu kilku metrów rozpłaszczył się zasapany na ziemi. Facet wku.wiony na maksa podbiega do swojego jamnika i pyta :
- Jamnik ! Co się do cholery stało ? ? ? !
- Nie wiem, Andrzej ... na prawdę nie wiem ... a tak się starałem ...
Blondynka rozpoczęła pracę jako szkolny psycholog, zaraz pierwszego dnia na boisku zauważyła chłopca, który nie biegał razem z innymi chłopcami, tylko stal samotnie, podeszła do niego i pyta :
- Dobrze się czujesz ?
- Dobrze.
- To dlaczego nie biegasz razem z innymi chłopcami ?
- Bo jestem bramkarzem.
U lekarza :
- Panie doktorze, czy są już moje wyniki analiz ? Umieram z ciekawości.
- No, nie do końca z ciekawości ...
Blondynka przychodzi do spowiedzi i mówi :
- Proszę księdza, mój chłopak jest skur.ysynem.
- Dlaczego ? - pyta zdziwiony ksiądz.
- Bo trzymał mnie za rękę. - odpowiada blondynka.
- O tak ? - ksiądz łapie ją za rękę i pyta.
- Tak ?
- Ale to nie znaczy, że jest skur.ysynem.
- Ale proszę księdza, on mnie całował - blondynka kontynuuje.
- O tak ? - ksiądz całuje blondynkę i pyta.
- Tak ?
- Ale to nie znaczy, że jest skur.ysynem.
Blondynka nie daje za wygraną i mówi :
- Proszę księdza, on dotykał moich piersi.
Ksiądz łapie blondynkę za piersi i pyta :
- O tak ?
- Tak.
- Ale to nie znaczy, że jest skur.ysynem.
Blondynka dalej próbuje udowodnić plebanowi swoją rację :
- Ale proszę księdza, on wkładał swojego penisa we mnie.
Ksiądz wkłada swoje prącie w kobietę i pyta :
- O tak ?
- Tak, och tak !
- Ale to nie czyni go skur.ysynem.
- Proszę księdza, ale on zaraził mnie HIV'em.
- A to skur.ysyn !
Rozmowa dwóch kumpli :
- A ty co kupiłeś żonie na urodziny ?
- Perły.
- O, to się pewnie wykosztowałeś.
- No, cztery, skubana, wypiła ...
Mąż skarży się doktorowi, że jego żona głuchnie :
- Aby panu pomóc, muszę wiedzieć o zaawansowaniu choroby. Niech pan to sprawdzi w następujący sposób : niech pan zada żonie pytanie z 10 metrów, jak nie usłyszy to z 8, później z 7 i tak dalej - doradza lekarz.
Mąż podziękował i wrócił do domu, wieczorem, gdy żona przygotowywała kolację w kuchni, a mąż w pokoju obok oglądał telewizję, uznał, że od niego do żony jest akurat 10 metrów, więc zadaje pytanie.
- Kochanie, co dziś mamy na kolację ?
CISZA, mąż zmniejszył dystans do 8,6 metrów itd. jednak za każdym razem odpowiadała cisza, w końcu staje obok żony i znów zadaje pytanie :
- Kochanie, co dziś mamy na kolację ?
Na to zdenerwowana żona :
- Kur.a, pięć razy ci już powtarzałam, że kurczak ...
Sąsiadom Jasia urodziło się dziecko, niestety, urodziło się bez uszek. Kiedy sąsiadka z dzieckiem wróciła ze szpitala do domu, rodzice Jasia zostali zaproszeni, żeby zobaczyć dziecko, przed wyjściem z domu tata bierze Jasia na bok i mówi :
- Mały Franek urodził się bez uszek, jak coś wspomnisz na ten temat, albo użyjesz nawet słowa uszy, to po powrocie do domu dostaniesz takie lanie, jakie długo popamiętasz !
Mały Jasio kiwnął głową i poszli, kiedy Jasio zobaczył Franka krzyknął :
- Ojej, jakie piękne dziecko !
- Dziękuję ci, Jasiu - powiedziała sąsiadka - a dlaczego tak ci się podoba ?
- No bo ma takie piękne raczki, i nóżki, i nosek, i piękne duże oczy - mówi Jasio, dodając :
- A czy wszystko w porządku z jego wzrokiem ?
- Och tak - odpowiada dumna sąsiadka - pan doktor powiedział, że ma świetny wzrok, 10/10.
- A, to dobrze - odpowiada mały Jasio - bo miałby przeje.ane, gdyby musiał nosić okulary ...
- Ocena: 9.52%
Hmmm, to dziwne, u mnie działa normalnie 
-
Misiek
- Posty: 3857
- Rejestracja: 20 sie 2020, 21:30
- Lokalizacja: Białystok
- Samochód: Ateca 1.5 DSG Xperience + Ford Galaxy
- Podziękował: 1143 razy
- Otrzymał podziękowań: 2505 razy
Re: Humor
Hurra ! ! ! Nie wiem, czy ktoś to zauważył, ale przed chwilą właśnie ten dział / wątek przekroczył 400 tys. unikalnych odwiedzin. A to wszystko dzięki Wam, mimo że nie doceniacie "pracy" prawie jedynego jego "redaktora". No to do następnej setki 
- Ocena: 4.76%
Hmmm, to dziwne, u mnie działa normalnie 
-
Misiek
- Posty: 3857
- Rejestracja: 20 sie 2020, 21:30
- Lokalizacja: Białystok
- Samochód: Ateca 1.5 DSG Xperience + Ford Galaxy
- Podziękował: 1143 razy
- Otrzymał podziękowań: 2505 razy
Re: Humor
Zmarł facet, a po kilku latach zmarła jego żona. Gdy trafiła do Nieba, zobaczyła tam swojego męża, więc pobiegła do niego krzycząc :
- Kochanie, jak ja za tobą tęskniłam !
Ten ją jednak zatrzymał wołając :
- Spokojnie, kobieto, w umowie było "... do śmierci".
Spotykają się dwaj koledzy, jeden z nich mówi :
- Ty wiesz jaka moja żona jest naiwna : robi prawo jazdy i myśli, że jej dam samochód.
Na to drugi :
- To jeszcze nic, a moja jaka naiwna : jutro jedzie do sanatorium, zaglądam do torby, patrzę, a tam 20 prezerwatyw. I ona myśli, że będę do niej przyjeżdżał ...
- Kochanie, jak ja za tobą tęskniłam !
Ten ją jednak zatrzymał wołając :
- Spokojnie, kobieto, w umowie było "... do śmierci".
Spotykają się dwaj koledzy, jeden z nich mówi :
- Ty wiesz jaka moja żona jest naiwna : robi prawo jazdy i myśli, że jej dam samochód.
Na to drugi :
- To jeszcze nic, a moja jaka naiwna : jutro jedzie do sanatorium, zaglądam do torby, patrzę, a tam 20 prezerwatyw. I ona myśli, że będę do niej przyjeżdżał ...
- Ocena: 9.52%
Hmmm, to dziwne, u mnie działa normalnie 
-
Misiek
- Posty: 3857
- Rejestracja: 20 sie 2020, 21:30
- Lokalizacja: Białystok
- Samochód: Ateca 1.5 DSG Xperience + Ford Galaxy
- Podziękował: 1143 razy
- Otrzymał podziękowań: 2505 razy
Re: Humor
Ojciec slązok pyta syna :
- Synu, podobno dostałeś pracę na kopalni ?
- Tak, tato, dziś idę pierwszy raz.
- Na dzienną, czy na nocną zmianę ?
- Chyba na nocną, bo mi dali kask z latarką.
Rozmawiają dwie przyjaciółki :
- Wiesz, mój Romek prawie mi się wczoraj oświadczył.
- Jak to prawie ?
- No tak na 50 %.
- Czemu na 50 % ?
- Zapytał : wyjdziesz ?
Poszedłem razem z żoną na zakupy, wzięła sukienkę i weszła do przymierzalni :
- Za wąska.
- Sukienka, czy przymierzalnia ? - spytałem.
Dalej już nic nie pamiętam ...
Przyjaciółka radzi przyjaciółce :
- Paulina, ten chłopak ma przecież zeza, jest kulawy i łysy, nie wychodź za niego.
- Ale mnie przystojniak nie jest potrzebny.
- Nie o to chodzi, zlituj się nad nim, on już swoje od życia oberwał ...
- Synu, podobno dostałeś pracę na kopalni ?
- Tak, tato, dziś idę pierwszy raz.
- Na dzienną, czy na nocną zmianę ?
- Chyba na nocną, bo mi dali kask z latarką.
Rozmawiają dwie przyjaciółki :
- Wiesz, mój Romek prawie mi się wczoraj oświadczył.
- Jak to prawie ?
- No tak na 50 %.
- Czemu na 50 % ?
- Zapytał : wyjdziesz ?
Poszedłem razem z żoną na zakupy, wzięła sukienkę i weszła do przymierzalni :
- Za wąska.
- Sukienka, czy przymierzalnia ? - spytałem.
Dalej już nic nie pamiętam ...
Przyjaciółka radzi przyjaciółce :
- Paulina, ten chłopak ma przecież zeza, jest kulawy i łysy, nie wychodź za niego.
- Ale mnie przystojniak nie jest potrzebny.
- Nie o to chodzi, zlituj się nad nim, on już swoje od życia oberwał ...
- Ocena: 9.52%
Hmmm, to dziwne, u mnie działa normalnie 
-
Misiek
- Posty: 3857
- Rejestracja: 20 sie 2020, 21:30
- Lokalizacja: Białystok
- Samochód: Ateca 1.5 DSG Xperience + Ford Galaxy
- Podziękował: 1143 razy
- Otrzymał podziękowań: 2505 razy
Re: Humor
Wypowiedź mistrzyni świata w pływaniu : Wygrałam uczciwie, a jeżeli moje rywalki mają z tym jakiś problem, to mogą mi obciągnąć.
Posłuszna żona :
- Czy mówisz mężowi, gdy masz orgazm ?
- Nie, zabronił mi dzwonić do pracy ...
W lesie spotykają się niedźwiedź i zając :
- Cześć niedźwiedź.
- Cześć zając.
- Pytał się o ciebie Michał.
- Jaki Michał ?
- Co ci w dupę wpychał - śmieje się zając i spada do lasu.
Następnego dnia, jak ponownie spotykają się, sytuacja powtarza się i tak samo było jeszcze przez parę dni, aż w końcu niedźwiedź nie wytrzymuje i myśli :
- Kurde, głupi ten zając, że się ze mnie naśmiewa, cały las już ze mnie ryje, ale ja pójdę do sowy, ona jest mądra, to mi dobrze doradzi.
Pół godziny później niedźwiedź wchodzi do domu sowy :
- Dzień dobry sowo.
- Witaj.
- Widzisz, mam problem, bo jak się nieraz spotkam z zającem to on do mn ...
- Stop, już wiem o co chodzi, słyszałam od wiewiórki, no ale cóż my temu zającowi pokażemy. Jak się spotkacie to nie czekaj, tylko mów szybko :
- Cześć zając.
A on ci odpowie :
- Cześć niedźwiedź.
Na to ty mu powiesz :
- Masz pozdrowienia od Kazi.
I on się ciebie zapyta :
- Jakiej Kazi ?
A ty mu się zaśmiejesz w pyszczek :
- Co po śmietnikach łazi.
I w las, co o tym sądzisz ?
- Ale, sowa, ty jesteś mądra, powiem mu tak.
Jeszcze tego samego dnia niedźwiedź widzi zająca i robi tak jak mu sowa radziła, szybko mówi :
- Cześć zając.
- Cześć niedźwiedź.
- Masz pozdrowienia od Kazi.
- Wiem, mówił mi Michał.
- Jaki Michał ...
Przychodzi facet do kościoła na spowiedź, klęka przy konfesjonale i mówi :
- Ojcze, zgrzeszyłem.
- A w jaki sposób zgrzeszyłeś ?
- Kłamałem.
- Oj, synu, toż to grzech ciężki ! A powiedz mi kogo tak okłamałeś ?
- Okłamałem żonę.
- Oj, to jeszcze cięższy grzech. A co jej takiego powiedziałeś ?
- Powiedziałem, że ładnie wygląda.
- Synu, to nie jest grzech, to samoobrona.
Policja zatrzymuje do rutynowej kontroli nadjeżdżający samochód. W środku dwaj młodzi mężczyźni, policjant mówi :
- Poproszę prawo jazdy, dowód rejestracyjny pojazdu i aktualną polisę OC.
Kierowca podaje dowód rejestracyjny i polisę :
- Jeszcze prawo jazdy.
- Nie mam.
- A gdzie ono jest ?
Chwila konsternacji, chwila zastanowienia, po czym młody mówi :
- A czy ma pan kota ?
- Nie mam.
- A gdzie on jest ?
Kobieta u lekarza :
- Panie doktorze, co pan zrobił mojemu mężowi ? Od ostatniego zabiegu całkowicie stracił zainteresowanie seksem.
- Proszę pani, ja zrobiłem mu tylko laserową korektę wzroku.
Rozmawiają dwie blondynki :
- Czy wiesz, że w tym roku sylwester wypada w piątek ? - pyta jedna.
- O rany, byle tylko nie trzynastego !
Do miasta przyjechał kowboj i wszedł do saloonu na drinka, niestety miejscowi mieli brzydki zwyczaj ograbiania przyjezdnych. Kiedy skończył swojego drinka, zauważył że zniknął jego koń, wrócił więc do baru, rzucił broń do góry, złapał nad głową bez patrzenia i strzelił w sufit :
- Który z was, popaprańców, ukradł mi konia ? - krzyknął z zaskakującą siłą.
Nikt nie odpowiedział.
- Dobra, teraz zamówię kolejne piwo i jeśli mój koń się nie pojawi z powrotem, zanim je skończę, będę musiał zrobić to, co zrobiłem w Teksasie ! A, uwierzcie mi, ja bardzo nie chcę robić tego, co zrobiłem w Teksasie ! ! !
Kilku miejscowych poruszyło się niespokojnie, kowboj jak powiedział tak zrobił : zamówił kolejne piwo, wypił je, wyszedł przed lokal, a jego koń znów stał na postoju. Osiodłał go i zamierzał odjechać, kiedy na werandzie pojawił się barman i zapytał :
- Powiedz stary, zanim odjedziesz - co się stało w Teksasie ?
Kowboj odwrócił się i powiedział ze stoickim spokojem :
- Niestety musiałem wracać pieszo.
Jedzie ksiądz przez małą mieścinę, patrzy, a na głównym skrzyżowaniu, tuż przed drzwiami komendy policji, leży rozjechany pies. Ksiądz zdegustowany brakiem reakcji zatrzymuje auto, wchodzi na komendę i mówi :
- Panowie chciałem zwrócić uwagę, że przed waszymi drzwiami leży rozjechany pies i zero reakcji z waszej strony !
Na to gliniarz głupio się zaśmiał i mówi :
- Ja myślałem, że to wy jesteście od pogrzebów.
Ksiądz na to też z ironicznym uśmiechem :
- Tak, przyszedłem zawiadomić najbliższą rodzinę.
Policjant mówi do kierowcy zaraz po jego zatrzymaniu :
- Jechał pan z prędkością 130 km/h, nie przyszło panu do głowy, że może się pan zderzyć z innym samochodem ?
- Tjaaaa ? Na chodniku ?
Do Kowalskiego przyjechała teściowa :
- Otwieraj, ty łobuzie, wiem że jesteś w domu, bo twoje adidasy stoją przed drzwiami !
- Niech się mama tak nie wymądrza, poszedłem w sandałach.
Posłuszna żona :
- Czy mówisz mężowi, gdy masz orgazm ?
- Nie, zabronił mi dzwonić do pracy ...
W lesie spotykają się niedźwiedź i zając :
- Cześć niedźwiedź.
- Cześć zając.
- Pytał się o ciebie Michał.
- Jaki Michał ?
- Co ci w dupę wpychał - śmieje się zając i spada do lasu.
Następnego dnia, jak ponownie spotykają się, sytuacja powtarza się i tak samo było jeszcze przez parę dni, aż w końcu niedźwiedź nie wytrzymuje i myśli :
- Kurde, głupi ten zając, że się ze mnie naśmiewa, cały las już ze mnie ryje, ale ja pójdę do sowy, ona jest mądra, to mi dobrze doradzi.
Pół godziny później niedźwiedź wchodzi do domu sowy :
- Dzień dobry sowo.
- Witaj.
- Widzisz, mam problem, bo jak się nieraz spotkam z zającem to on do mn ...
- Stop, już wiem o co chodzi, słyszałam od wiewiórki, no ale cóż my temu zającowi pokażemy. Jak się spotkacie to nie czekaj, tylko mów szybko :
- Cześć zając.
A on ci odpowie :
- Cześć niedźwiedź.
Na to ty mu powiesz :
- Masz pozdrowienia od Kazi.
I on się ciebie zapyta :
- Jakiej Kazi ?
A ty mu się zaśmiejesz w pyszczek :
- Co po śmietnikach łazi.
I w las, co o tym sądzisz ?
- Ale, sowa, ty jesteś mądra, powiem mu tak.
Jeszcze tego samego dnia niedźwiedź widzi zająca i robi tak jak mu sowa radziła, szybko mówi :
- Cześć zając.
- Cześć niedźwiedź.
- Masz pozdrowienia od Kazi.
- Wiem, mówił mi Michał.
- Jaki Michał ...
Przychodzi facet do kościoła na spowiedź, klęka przy konfesjonale i mówi :
- Ojcze, zgrzeszyłem.
- A w jaki sposób zgrzeszyłeś ?
- Kłamałem.
- Oj, synu, toż to grzech ciężki ! A powiedz mi kogo tak okłamałeś ?
- Okłamałem żonę.
- Oj, to jeszcze cięższy grzech. A co jej takiego powiedziałeś ?
- Powiedziałem, że ładnie wygląda.
- Synu, to nie jest grzech, to samoobrona.
Policja zatrzymuje do rutynowej kontroli nadjeżdżający samochód. W środku dwaj młodzi mężczyźni, policjant mówi :
- Poproszę prawo jazdy, dowód rejestracyjny pojazdu i aktualną polisę OC.
Kierowca podaje dowód rejestracyjny i polisę :
- Jeszcze prawo jazdy.
- Nie mam.
- A gdzie ono jest ?
Chwila konsternacji, chwila zastanowienia, po czym młody mówi :
- A czy ma pan kota ?
- Nie mam.
- A gdzie on jest ?
Kobieta u lekarza :
- Panie doktorze, co pan zrobił mojemu mężowi ? Od ostatniego zabiegu całkowicie stracił zainteresowanie seksem.
- Proszę pani, ja zrobiłem mu tylko laserową korektę wzroku.
Rozmawiają dwie blondynki :
- Czy wiesz, że w tym roku sylwester wypada w piątek ? - pyta jedna.
- O rany, byle tylko nie trzynastego !
Do miasta przyjechał kowboj i wszedł do saloonu na drinka, niestety miejscowi mieli brzydki zwyczaj ograbiania przyjezdnych. Kiedy skończył swojego drinka, zauważył że zniknął jego koń, wrócił więc do baru, rzucił broń do góry, złapał nad głową bez patrzenia i strzelił w sufit :
- Który z was, popaprańców, ukradł mi konia ? - krzyknął z zaskakującą siłą.
Nikt nie odpowiedział.
- Dobra, teraz zamówię kolejne piwo i jeśli mój koń się nie pojawi z powrotem, zanim je skończę, będę musiał zrobić to, co zrobiłem w Teksasie ! A, uwierzcie mi, ja bardzo nie chcę robić tego, co zrobiłem w Teksasie ! ! !
Kilku miejscowych poruszyło się niespokojnie, kowboj jak powiedział tak zrobił : zamówił kolejne piwo, wypił je, wyszedł przed lokal, a jego koń znów stał na postoju. Osiodłał go i zamierzał odjechać, kiedy na werandzie pojawił się barman i zapytał :
- Powiedz stary, zanim odjedziesz - co się stało w Teksasie ?
Kowboj odwrócił się i powiedział ze stoickim spokojem :
- Niestety musiałem wracać pieszo.
Jedzie ksiądz przez małą mieścinę, patrzy, a na głównym skrzyżowaniu, tuż przed drzwiami komendy policji, leży rozjechany pies. Ksiądz zdegustowany brakiem reakcji zatrzymuje auto, wchodzi na komendę i mówi :
- Panowie chciałem zwrócić uwagę, że przed waszymi drzwiami leży rozjechany pies i zero reakcji z waszej strony !
Na to gliniarz głupio się zaśmiał i mówi :
- Ja myślałem, że to wy jesteście od pogrzebów.
Ksiądz na to też z ironicznym uśmiechem :
- Tak, przyszedłem zawiadomić najbliższą rodzinę.
Policjant mówi do kierowcy zaraz po jego zatrzymaniu :
- Jechał pan z prędkością 130 km/h, nie przyszło panu do głowy, że może się pan zderzyć z innym samochodem ?
- Tjaaaa ? Na chodniku ?
Do Kowalskiego przyjechała teściowa :
- Otwieraj, ty łobuzie, wiem że jesteś w domu, bo twoje adidasy stoją przed drzwiami !
- Niech się mama tak nie wymądrza, poszedłem w sandałach.
- Ocena: 4.76%
Hmmm, to dziwne, u mnie działa normalnie 
-
Misiek
- Posty: 3857
- Rejestracja: 20 sie 2020, 21:30
- Lokalizacja: Białystok
- Samochód: Ateca 1.5 DSG Xperience + Ford Galaxy
- Podziękował: 1143 razy
- Otrzymał podziękowań: 2505 razy
Re: Humor
Dawno, dawno temu wędrowała sobie siuśka przez świat, spotkała bociana :
- Bocianie, bocianie, zrób mi dziurkę - poprosiła.
Bocian się zgodził, dziobnął ją i od tej pory siuśka ma dziurkę, a bocian ma czerwony dziób.
Wędrowała sobie siuśka dalej, aż spotkała małpę :
- Małpo, małpo, daj mi trochę włosów.
Małpa się zgodziła, wyrwała sobie garść włosów od nasady ogona, przykleiła je na siuśkę i od tej pory siuśka jest obrośnięta, a małpa ma gołą du.ę.
Szła sobie siuśka dalej, aż zawędrowała na brzeg morza, w którym pływała ryba :
- Rybo, rybo, pocałuj mnie.
Ryba się zgodziła, pocałowała siuśkę i od tej pory wszyscy się zastanawiają, czy to siuśka pachnie rybą, czy ryba pachnie siuśką.
- Bocianie, bocianie, zrób mi dziurkę - poprosiła.
Bocian się zgodził, dziobnął ją i od tej pory siuśka ma dziurkę, a bocian ma czerwony dziób.
Wędrowała sobie siuśka dalej, aż spotkała małpę :
- Małpo, małpo, daj mi trochę włosów.
Małpa się zgodziła, wyrwała sobie garść włosów od nasady ogona, przykleiła je na siuśkę i od tej pory siuśka jest obrośnięta, a małpa ma gołą du.ę.
Szła sobie siuśka dalej, aż zawędrowała na brzeg morza, w którym pływała ryba :
- Rybo, rybo, pocałuj mnie.
Ryba się zgodziła, pocałowała siuśkę i od tej pory wszyscy się zastanawiają, czy to siuśka pachnie rybą, czy ryba pachnie siuśką.
- Ocena: 9.52%
Hmmm, to dziwne, u mnie działa normalnie 
-
Misiek
- Posty: 3857
- Rejestracja: 20 sie 2020, 21:30
- Lokalizacja: Białystok
- Samochód: Ateca 1.5 DSG Xperience + Ford Galaxy
- Podziękował: 1143 razy
- Otrzymał podziękowań: 2505 razy
Re: Humor
Synek pyta tatę :
- Tato, a skąd wzięli się ludzie ?
- Ludzie pochodzą od Boga ...
- A mama powiedziała, że od małp.
- Mama opowiadała o swojej rodzinie, a ja o swojej.

- Tato, a skąd wzięli się ludzie ?
- Ludzie pochodzą od Boga ...
- A mama powiedziała, że od małp.
- Mama opowiadała o swojej rodzinie, a ja o swojej.

- Ocena: 14.29%
Hmmm, to dziwne, u mnie działa normalnie 
-
Misiek
- Posty: 3857
- Rejestracja: 20 sie 2020, 21:30
- Lokalizacja: Białystok
- Samochód: Ateca 1.5 DSG Xperience + Ford Galaxy
- Podziękował: 1143 razy
- Otrzymał podziękowań: 2505 razy
Re: Humor
Jagna zaniepokojona dziwnymi odgłosami dochodzącymi od sąsiada pyta :
- Co się u was dzieje, kumie ?
- A nic, to tylko teściowa śpiewa wnukom kołysanki.
- Chwała Bogu, a już myślałam, że wam świnia zdycha.
W dyskotece zagadała do mnie gruba laska, po chwili rozmowy zeszło na to, że wczoraj miałem urodziny :
- Wszystkiego najlepszego, przystojniaku, czy jak pojedziemy do ciebie, to sprawisz, że się uśmiechnę ?
- Raczej nie, tort już zjedzony.
W klasie pierwszej, prowadzonej przez bardzo seksowną i młodziutką nauczycielkę, w ostatniej ławce, tuż za Jasiem, zasiadł jaśnie pan dyrektor szkoły. Postanowił przeprowadzić wizytację na lekcji "najświeższej" w szkole nauczycielki. Pani, bardzo przejęta, odwróciła do klasy swe apetyczne, opięte krótką spódniczką pośladki, pisząc na tablicy :
- Ala ma kota.
Nawrót i pytanie do klasy :
- Co ja napisałam ? - cisza, jedynie Jaś wyrywa się jak szalony.
- No, no, Jasiu ? - pani, z ogromnym wahaniem, dobrze już znając wyskoki tego łobuziaka, wezwała go do odpowiedzi.
- Ale ma dupę ! - mówi Jaś.
- Pała ! - wybuchła pani, czerwona na twarzy z oburzenia.
Jasio też wściekły, siadając odwrócił się do tyłu, do dyrektora i mówi do niego z wyrzutem :
- Jak nie umiesz czytać, to nie podpowiadaj ...
Facet kupił sobie fajny duży telewizor, przyniósł do domu, żona patrzy, a na pudle sporo jakichś znaczków informacyjnych :
- Kochanie, co oznacza ten kieliszek na opakowaniu ? - pyta żona.
- Oznacza, że dobry zakup trzeba opić.
Klient pyta sprzedawcę :
- A ten odkurzacz, to mocno ssie ?
- Panie, aż łzy lecą.
Przed wizytacją w szkole nauczyciel ustala : Jak o coś zapytam, niech zgłaszają się dokładnie wszyscy. Ci, co wiedzą - prawą ręką, a ci, co nie wiedzą - lewą.
Dlaczego niektóre kobiety nie noszą pierścionków, naszyjników, kolczyków, czy broszek ? - Bo wyszły za mąż z miłości.
Pewnego kapitana statku, będącego już prawie na emeryturze, dopadła pewna dziennikarka. Przeprowadzając z nim wywiad, zadała pytanie :
- Kiedy pan przeżył największą burzę ?
Kapitan zamilkł, widać po jego zmęczonych oczach, że wspomina w myślach życie wilka morskiego, w końcu mówi :
- To było zaraz po ślubie, jak splunąłem w domu na dywan ...
Człowiek dobrze wychowany, to taki, który kota nazywa kotem nawet wtedy, jak na niego po ciemku wlezie.
Wraca Jasio ze szkoły do domu, mama go pyta :
- Jasiu, jak tam było w szkole ?
- Dobrze, mamo.
- A jak tam religia ?
- No pani nam opowiadała jak Mojżesz wyprowadzał lud wybrany z ziemi Egipskiej.
- To powiedz jak to było.
- No wiec tak szli, szli, szli i doszli do Morza Czerwonego, Mojżesz wyciągnął telefon komórkowy, zadzwonił po ekipę budowlaną, ekipa wybudowała most, przeszli na drogą stronę i poszli dalej.
- Jasiu, pani wam to opowiedziała ?
- Mamo, jak bym powiedział to tak, jak pani nam opowiadała, to nigdy byś w to nie uwierzyła.
Na lekcji fizyki nauczyciel pyta Jasia :
- Co to jest litr ?
- To samo co kilogram, tylko na mokro, panie profesorze.
Nauczycielka pyta Jasia :
- Jasiu, wymień 5 rzeczy zawierających mleko.
- Masło, twaróg, ser i ... i dwie krowy.
W szkole pani pyta :
- Zrobiłeś zadanie ?
- Proszę pani, mamusia zachorowała i musiałem wszystko w domu robić ...
- Siadaj, dwója, a ty, Kamilu, zrobiłeś zadanie ?
- Ja proszę pani musiałem ojcu pomagać w polu ...
- Siadaj, dwója, a ty, Jasiu, zrobiłeś zadanie ?
- Jakie zadanie, proszę pani, mój brat wyszedł z więzienia, taka balanga była, że szkoda gadać !
- Ty mnie tutaj swoim bratem nie strasz, siadaj, trója.
Lekcja geografii :
- Jasiu, jeśli przed sobą masz północ, po lewej ręce zachód, a po prawej wschód, to co masz z tyłu ? - pyta nauczyciel geografii.
- Powiedziałbym, ale się wstydzę - odpowiada Jasio.
Hrabia po dłuższym pobycie za granica wraca do swoich posiadłości, na dworcu czeka na niego zaprzęg koni i wierny sługa Jan :
- No i cóż tam zdarzyło się nowego we dworze podczas mojej nieobecności, Janie ?
- Nic nowego, jaśnie panie, no może tylko to, że Azorek zdechł.
- Azorek ? ! Mój ulubiony pies ? Jak to się stało ?
- Ano nażarł się końskiej padliny, to i zdechł.
- A skąd we dworze końska padlina ?
- Konie się poparzyły, to zdechły.
- Jak to konie się poparzyły, od czego ?
- Od ognia, panie, jak się stajnia paliła.
- A kto podpalił stajnię ?
- Nikt, od płonącego dworu się zajęła.
- Na miłość boską, to i dwór spłonął ? Jakim sposobem ?
- Ano po prostu, świeczka przy trumnie teścia pana hrabiego się przewróciła i firany się zajęły.
- Och ! A czemu mój teść umarł ?
- Bo jaśnie pani uciekła z tym oficerem, co się z nim od trzech lat spotykała.
- Spotykała się od trzech lat, to przecież nic nowego.
- Właśnie mówiłem, jaśnie panie, że nie zdarzyło się nic nowego.
Hrabia mówi do Jana :
- Janie, w nocy miałem przypadkowy wytrysk nasienia.
- Już zmieniam prześcieradło ...
- Nie prześcieradło, idioto, baldachim !
Osiemnastowieczny bal :
- Przepraszam, czy ta kobieta tam, to na prawdę kuzynka Bacha ?
- Oczywiście.
- A czy mógłby mnie pan z nią zapoznać ?
- Pewnie, Bacha, chodź tutaj !
Polak i Anglik spierają się, który język jest trudniejszy : polski, czy angielski, Anglik mówi :
- U nas pisze się William Shakespeare, a czyta się Łiliam Szekspir.
Na to Polak :
- A u nas pisze się Bolesław Prus, a czyta się Aleksander Głowacki.
- Co się u was dzieje, kumie ?
- A nic, to tylko teściowa śpiewa wnukom kołysanki.
- Chwała Bogu, a już myślałam, że wam świnia zdycha.
W dyskotece zagadała do mnie gruba laska, po chwili rozmowy zeszło na to, że wczoraj miałem urodziny :
- Wszystkiego najlepszego, przystojniaku, czy jak pojedziemy do ciebie, to sprawisz, że się uśmiechnę ?
- Raczej nie, tort już zjedzony.
W klasie pierwszej, prowadzonej przez bardzo seksowną i młodziutką nauczycielkę, w ostatniej ławce, tuż za Jasiem, zasiadł jaśnie pan dyrektor szkoły. Postanowił przeprowadzić wizytację na lekcji "najświeższej" w szkole nauczycielki. Pani, bardzo przejęta, odwróciła do klasy swe apetyczne, opięte krótką spódniczką pośladki, pisząc na tablicy :
- Ala ma kota.
Nawrót i pytanie do klasy :
- Co ja napisałam ? - cisza, jedynie Jaś wyrywa się jak szalony.
- No, no, Jasiu ? - pani, z ogromnym wahaniem, dobrze już znając wyskoki tego łobuziaka, wezwała go do odpowiedzi.
- Ale ma dupę ! - mówi Jaś.
- Pała ! - wybuchła pani, czerwona na twarzy z oburzenia.
Jasio też wściekły, siadając odwrócił się do tyłu, do dyrektora i mówi do niego z wyrzutem :
- Jak nie umiesz czytać, to nie podpowiadaj ...
Facet kupił sobie fajny duży telewizor, przyniósł do domu, żona patrzy, a na pudle sporo jakichś znaczków informacyjnych :
- Kochanie, co oznacza ten kieliszek na opakowaniu ? - pyta żona.
- Oznacza, że dobry zakup trzeba opić.
Klient pyta sprzedawcę :
- A ten odkurzacz, to mocno ssie ?
- Panie, aż łzy lecą.
Przed wizytacją w szkole nauczyciel ustala : Jak o coś zapytam, niech zgłaszają się dokładnie wszyscy. Ci, co wiedzą - prawą ręką, a ci, co nie wiedzą - lewą.
Dlaczego niektóre kobiety nie noszą pierścionków, naszyjników, kolczyków, czy broszek ? - Bo wyszły za mąż z miłości.
Pewnego kapitana statku, będącego już prawie na emeryturze, dopadła pewna dziennikarka. Przeprowadzając z nim wywiad, zadała pytanie :
- Kiedy pan przeżył największą burzę ?
Kapitan zamilkł, widać po jego zmęczonych oczach, że wspomina w myślach życie wilka morskiego, w końcu mówi :
- To było zaraz po ślubie, jak splunąłem w domu na dywan ...
Człowiek dobrze wychowany, to taki, który kota nazywa kotem nawet wtedy, jak na niego po ciemku wlezie.
Wraca Jasio ze szkoły do domu, mama go pyta :
- Jasiu, jak tam było w szkole ?
- Dobrze, mamo.
- A jak tam religia ?
- No pani nam opowiadała jak Mojżesz wyprowadzał lud wybrany z ziemi Egipskiej.
- To powiedz jak to było.
- No wiec tak szli, szli, szli i doszli do Morza Czerwonego, Mojżesz wyciągnął telefon komórkowy, zadzwonił po ekipę budowlaną, ekipa wybudowała most, przeszli na drogą stronę i poszli dalej.
- Jasiu, pani wam to opowiedziała ?
- Mamo, jak bym powiedział to tak, jak pani nam opowiadała, to nigdy byś w to nie uwierzyła.
Na lekcji fizyki nauczyciel pyta Jasia :
- Co to jest litr ?
- To samo co kilogram, tylko na mokro, panie profesorze.
Nauczycielka pyta Jasia :
- Jasiu, wymień 5 rzeczy zawierających mleko.
- Masło, twaróg, ser i ... i dwie krowy.
W szkole pani pyta :
- Zrobiłeś zadanie ?
- Proszę pani, mamusia zachorowała i musiałem wszystko w domu robić ...
- Siadaj, dwója, a ty, Kamilu, zrobiłeś zadanie ?
- Ja proszę pani musiałem ojcu pomagać w polu ...
- Siadaj, dwója, a ty, Jasiu, zrobiłeś zadanie ?
- Jakie zadanie, proszę pani, mój brat wyszedł z więzienia, taka balanga była, że szkoda gadać !
- Ty mnie tutaj swoim bratem nie strasz, siadaj, trója.
Lekcja geografii :
- Jasiu, jeśli przed sobą masz północ, po lewej ręce zachód, a po prawej wschód, to co masz z tyłu ? - pyta nauczyciel geografii.
- Powiedziałbym, ale się wstydzę - odpowiada Jasio.
Hrabia po dłuższym pobycie za granica wraca do swoich posiadłości, na dworcu czeka na niego zaprzęg koni i wierny sługa Jan :
- No i cóż tam zdarzyło się nowego we dworze podczas mojej nieobecności, Janie ?
- Nic nowego, jaśnie panie, no może tylko to, że Azorek zdechł.
- Azorek ? ! Mój ulubiony pies ? Jak to się stało ?
- Ano nażarł się końskiej padliny, to i zdechł.
- A skąd we dworze końska padlina ?
- Konie się poparzyły, to zdechły.
- Jak to konie się poparzyły, od czego ?
- Od ognia, panie, jak się stajnia paliła.
- A kto podpalił stajnię ?
- Nikt, od płonącego dworu się zajęła.
- Na miłość boską, to i dwór spłonął ? Jakim sposobem ?
- Ano po prostu, świeczka przy trumnie teścia pana hrabiego się przewróciła i firany się zajęły.
- Och ! A czemu mój teść umarł ?
- Bo jaśnie pani uciekła z tym oficerem, co się z nim od trzech lat spotykała.
- Spotykała się od trzech lat, to przecież nic nowego.
- Właśnie mówiłem, jaśnie panie, że nie zdarzyło się nic nowego.
Hrabia mówi do Jana :
- Janie, w nocy miałem przypadkowy wytrysk nasienia.
- Już zmieniam prześcieradło ...
- Nie prześcieradło, idioto, baldachim !
Osiemnastowieczny bal :
- Przepraszam, czy ta kobieta tam, to na prawdę kuzynka Bacha ?
- Oczywiście.
- A czy mógłby mnie pan z nią zapoznać ?
- Pewnie, Bacha, chodź tutaj !
Polak i Anglik spierają się, który język jest trudniejszy : polski, czy angielski, Anglik mówi :
- U nas pisze się William Shakespeare, a czyta się Łiliam Szekspir.
Na to Polak :
- A u nas pisze się Bolesław Prus, a czyta się Aleksander Głowacki.
- Ocena: 14.29%
Hmmm, to dziwne, u mnie działa normalnie 



